Więcej...

Miętha - Trzeba robić dziwne rzeczy

05.04.2020 
Miętha - Trzeba robić dziwne rzeczy fot. Michał Pańszczyk

Duet Miętha zadebiutował w zeszłym roku albumem Audioportret. Producent AWGS i raper Skip opowiedzieli nam o pracy nad krążkiem, który znalazł się w wielu podsumowaniach najciekawszych wydawnictw z 2019 roku.

Największą popularnością cieszą się teraz syntetyczne trapowe bity, jednak Wasz przykład pokazuje, że bardziej organiczne brzmienia ciągle mają racje bytu. Scena potrzebowała odrobiny Mięthy?

Skip: Miejsce na takie brzmienia zawsze było, jest i będzie. Chyba każdy potrzebuje czasem lżejszych brzmień na leniwe dni. Sam bardzo lubię odpalić sobie w niedzielę playlistę w stylu „indie folk chill”, żeby najzwyczajniej w świecie odpocząć. Wydaje mi się, że odbiór był taki, jaki sobie wyobrażaliśmy, że będzie. Każdą płytę traktuję jakby miała być moją ostatnią dobrą płytą. Włożyliśmy w Audioportret dużo serca i teraz ludzie oddają nam tę energię.

Oskar, kiedy ostatnio rozmawialiśmy nie wspominałeś o pomyśle na duet Miętha.

AWGS: Bo wtedy nie było jeszcze takiego tematu! Bitamina zabierała mnie ze sobą w trasę koncertową jako support, wrzucałem kolejne numery na Bandcamp i nie myślałem, że czeka mnie aż taka zmiana. W pewnym momencie osoby z managementu Bitaminy zasugerowały, że dotychczasowa formuła supportu, gdzie puszczam lo-fi hip-hop wyczerpała się i może warto spróbować rozwinąć mój live act. W tamtym momencie nie za bardzo wiedziałem, jak powinienem to zrobić, bo nie miałem nawet pomysłu w jaki sposób mógłbym jeszcze dopracować mój projekt. Zacząłem więc myśleć o jakiejś formie zespołu, napisałem do kilku raperów i tak spotkaliśmy się ze Skipem. Chociaż szczerze mówiąc, po pierwszym spotkaniu byłem sceptycznie nastawiony do naszej dalszej współpracy...

Dlaczego?

AWGS: Chyba przede wszystkim dlatego, że Skip jest ode mnie dużo młodszy i po prostu nie wiedziałem, czy dogadamy się muzycznie. Jednak już po pierwszej „prewce” jaką do mnie wysłał, moje wątpliwości zaczęły szybko znikać.

Skip: Oskar napisał do mnie, że słuchał moich numerów i ma dla mnie ciekawą, „koncertową” propozycję. Był przy tym bardzo tajemniczy, więc całość od początku wyglądała dość dziwnie. Spotkaliśmy się w centrum i puścił mi swoje rzeczy. Pomyślałem, że być może coś z tego będzie. Jego produkcje od razu przywodziły mi na myśl Madliba i sądziłem, że pójdziemy właśnie w takim kierunku, ale ostatecznie wyszła z tego jakaś dziwna hybryda.

Hybryda, o której mówicie, to ciekawe rozwinięcie stylistyki lo-fi, z którą AWGS dotychczas był kojarzony. Myślę, że niejeden twórca szumiących bitów zadaje sobie właśnie takie pytanie: „co dalej?”.

AWGS: Już przy okazji nagrania, które ukazało się w EiS prezentowałem produkcje, gdzie można usłyszeć bardziej trapowe podziały, więc samo odejście od klasycznych boom-bapowych bębnów przyszło mi naturalnie. Dużo trudniejsze było dla mnie przestawienie się na współpracę z wokalistą. Musiałem zacząć inaczej myśleć o aranżu – nie mogłem już wypuszczać minutowych bitów. Od pewnego momentu robiłem więcej remiksów, a jeszcze zanim spotkaliśmy się ze Skipem na Bandcampa wrzuciłem dwa mixtape’y, na których w zasadzie każdy numer miał wmiksowaną acapellę. Równolegle do Mięthy wyszła także EP-ka Pyrksona Fiska LoFi EP na moich starszych boom-bapowych bitach, ale ja wtedy bawiłem się już trapową stylistyką na całego.

Zmiana stylistyki wpłynęła w jakiś sposób na Twój czas pracy?

AWGS: Tutaj nie ma reguły – czasami bit robię w 5 minut, a innym razem zajmuje mi to 2 godziny. Główny szkielet powstaje zazwyczaj w przeciągu pierwszych 20 minut, później całość szlifuję i skupiam się na dodatkowych warstwach, co może zajmować trochę więcej czasu. Jeżeli mam dobre bębny to reszta idzie już sprawnie. Staram się nie siedzieć nad bitami zbyt długo. Jak coś ma wyjść to wyjdzie, a jak nie idzie, to od razu robię następny.

Czy poza samą aranżacją współpraca z wokalistą wiązała się jeszcze z innymi trudnościami?

AWGS: Współpraca ze Skipem była moim pierwszym studyjnym doświadczeniem pracy z inną osobą. Jego tempo działania jest duże, więc chwilę zajęło mi dostosowanie się do takiego rytmu. Wspólnie wypracowaliśmy system, w którym kładziemy duży nacisk na to co dzieje się podczas konkretnej sesji. Albo jesteśmy w stanie wymyślić coś tu i teraz, albo całość ląduje w koszu. Jeżeli akurat Skipowi nic nie podeszło z mojej paczki bitów, to robiłem coś zupełnie od zera, a on zaczynał pisać tekst. W takich chwilach bardzo pomocna okazywała się baza sampli Splice – w oparciu o nie powstało przynajmniej kilka numerów z płyty.

Skip: Większość duetów raper + producent działa w zasadzie oddzielnie, dopiero kiedy spotykasz się z kimś w studiu, można mówić o projekcie, a nie jedynie kooperacji dwóch artystów. Żeby być bardziej pomocnym nauczyłem się nawet Abletona, choć szczerze mówiąc jest to dla mnie nieintuicyjny i przede wszystkim brzydki program.

AWGS: Dzięki temu, że ja robię bit na miejscu, Skip może od razu powiedzieć mi, co mu pasuje, a co nie. Taki natychmiastowy feedback sprawia, że obaj podciągamy siebie do góry. Siedząc samemu nad muzą nierzadko brakuje takiego punktu odniesienia. Miałem duże szczęście, że trafiłem właśnie na Skipa, bo on pokazał mi jak to może inaczej wyglądać. Dzięki niemu totalnie się rozwinąłem, bo jeśli Bitamina wypchnęła mnie na szerokie wody, to on pomógł mi na nich nie zatonąć. Wiedziałem, że teraz albo pójdę na dno, albo popłynę dalej – innych opcji nie było. Jestem mu za to naprawdę bardzo wdzięczny, gdyż w ten sposób nauczyłem się realizacji, rejestrowania wokali i innych niby elementarnych rzeczy, ale była to prawdziwa szkoła produkcji muzycznej.

Skip: To też jest dla nas charakterystyczne, że żaden aranż nigdy nie powstał po wyjściu ze studia – zawsze powstawał na miejscu. Wcześniej sobie tego nie uświadomiłem, ale faktycznie tak było.

„Chyba każdy potrzebuje czasem lżejszych brzmień na leniwe dni...” (fot. Michał Pańszczyk)

Skip, a jak współpraca z Oskarem wygląda na tle Twoich wcześniejszych doświadczeń z producentami?

Skip: Nadal współpracuję z większością producentów na odległość. Poza AWGS-em znam może dwóch innych producentów, z którymi mogę usiąść w studiu i wspólnie pracować. Zazwyczaj dostaję paczkę, grzebię w niej i jeśli znajdę bit, który mnie porwie, to nagrywam „prewkę” do telefonu. Jeżeli producent też jest zadowolony, to śmigam do studia i nagrywam zwrotkę już „na poważnie”. Później wysyłam acapellę, producent aranżuje bit i odsyła mi go w śladach. Na koniec wszystko leci do miksu i w ten sposób powstał kolejny numer.

Oskar, a nie miałeś momentów, kiedy tak po ludzku irytowały Cię kolejne uwagi od Skipa?

AWGS: Nie, jeżeli ja mam jakąś uwagę do jego tekstu, to też od razu o tym mówię. Obaj mamy duży dystans do muzyki – nie ma pomiędzy nami rywalizacji i umiemy się dogadać. Zresztą Skip niedawno skończył nawet realizację dźwięku, więc jego uwagi są z reguły bardzo pomocne.

Skip: To prawda, skończyłem realizację dźwięku na Akademii Realizacji Dźwięku w Warszawie. To nie były do końca studia, tylko taki roczny kurs, gdzie produkcji uczył mnie m.in. DJ 600V. Szedłem tam z zamiarem nauki pracy na Pro Tools, ale okazało się, że właśnie 600V uczył nas na Studio One i ostatecznie ja również zakochałem się w tym DAW. Na pewno poduczyłem się tam produkcji, ale zajmowaliśmy się też robieniem miksów – dostajesz 40 śladów i masz sprawić, aby całość brzmiała jak najlepiej. DJ 600V pokazywał w jaki sposób dysponować częstotliwościami, jak odpowiednio działać panoramą, czyli rzeczy, które niby każdy wie, ale kiedy taka osoba o tym mówi to jeszcze bardziej do ciebie dociera.

Sami miksowaliście Audioportret?

Skip: Nie, za miks i master albumu odpowiadał ENZU. Zanim jednak zajął się naszymi numerami, wziąłem wszystkie ślady i przygotowałem je „koncertowo”, bo mieliśmy jechać w mini-trasę supportową przed formacją Bitamina. Musiałem sprawić, żeby wszystko dobrze brzmiało z dużych kolumn i żeby na zwrotkach mieć podbicia w panoramie. Sama decyzja o nauce realizacji wynikała z tego, że wiążę moją przyszłość z tworzeniem muzyki. Chciałem być samowystarczalny – móc od początku do końca zrealizować cały projekt. Jednocześnie, kiedy nagrywam swoje rzeczy, lubię jak ktoś mnie realizuje i miksuje. Kiedy pracowaliśmy nad Mięthą, moim realizatorem był Oskar – mamy bardzo fajny workflow i nie potrzebujemy nikogo innego w studiu.

ENZU o postprodukcji płyty Audioportret

"Moim głównym założeniem przy miksie było to, aby całość brzmiała basowo, miękko i przejrzyście. W warstwie instrumentalnej największy nacisk położyłem na to, aby sample stopy wybijały się ponad resztę instrumentów. W połączeniu z intensywnym kluczowaniem basu i synthów pozwoliło to uzyskać dynamiczny charakter brzmieniowy na całym albumie. Na wokalach Skipa zastosowałem dosyć mocny de-essing, nadając im też prezencję w paśmie 4-7 kHz w celu zwiększenia klarowności. W każdym miksie potraktowałem je chorusem, aby miały bardziej pełne i przestrzenne brzmienie. Wokale przepuszczałem m.in. przez saturatory London oraz New York z pakietu Slate VTC, FabFilter Saturn oraz Soundtoys Little Radiator. Elementem wspólnym każdego miksu są wtyczki Softube Drawmer 73 oraz Acustica Audio Taupe, których użyłem na szynach głównych w programie DAW. Pierwsza z nich działa na zasadzie wielopasmowego kompresora sklejającego, a druga, emulacja taśmy, wzbogaca harmonicznie cały miks oraz nadaje mu dosyć unikalny, ciepły charakter. Na etapie masteringu korzystałem m.in. z takich wtyczek jak Acustica Audio Ivory 4, FabFilter Pro-MB, Pro-Q2 oraz Limiter Pro-L2".

Zamierzacie zatem samemu zająć się postprodukcją swoich nowych rzeczy?

Skip: Oddawanie komuś numerów może dodać im dodatkowego waloru artystycznego, o którym Ty nie myślałeś. Bo sprawić, żeby dany numer był słuchalny, potrafi w zasadzie każdy, ale poza tym zagwarantować jakąś wartość dodaną potrafią tylko nieliczni. Pierwszą płytą, jaką w całości zmiksuję będzie solowy album Mady. Zamierzam przemycić tam kilka fajnych patentów. Ostatnio Mada zarejestrował szeptane podbicia na masie reverbu, które dałem na Mid-Side w taki sposób, że słychać je jakby gdzieś za uchem. Udało mi się uzyskać wręcz fizyczne odczucie.

AWGS: Gdyby udało mi się zrezygnować z etatu, to bardzo bym chciał zająć się tym całościowo. Realizując płytę z ENZU na bieżąco rozmawialiśmy o tym, co chcemy osiągnąć. Wydaje mi się, że higiena pracy wymaga również tego, aby wysyłać ślady innym ludziom.

Ile ścieżek ma Wasz typowy numer?

AWGS: Sam bit może mieć trzy albo dziesięć ścieżek, wiele zależy od tego jaki to rodzaj bitu. Jeżeli to prosty boom-bap to zależy jak bardzo skomplikowane są bębny, czasem wrzucam loopa i tnę albo przestrajam, więc wszystko zależy od tego czego potrzebuję. Nie ma tu reguły.

Skip: Z wokalami podobnie – są refreny, które mają pięć tracków, albo dwa razy tyle. Normalny wokal w panoramie, niski, wysoki i podbicia. Robimy do póki całość nam nie siedzi. Chcemy, żeby to było jak najbardziej pełne. Lubię, kiedy refren ma ten łechczący dół a la Barry White. Jest normalny wokal i jest wysoki z takim „piaseczkiem”.

Ile czasu poświęcacie na przetwarzanie zarejestrowanych wokali?

AWGS: Na początku byłem totalnie nastawiony przeciwko auto-tune, bo przecież Skip dobrze śpiewa, więc zastanawiałem się, po co nam to narzędzie. Ale ostatecznie uświadomił mi, że można w ten sposób uzyskać fajny efekt, który całkowicie zmienia charakter wokalu. Nigdy nie stosowaliśmy go, żeby poprawić umiejętności wokalne, a właśnie jako kolejne kreatywne narzędzie.

Skip: Bardzo lubię wejść do kabiny z nienapisanym tekstem i dopiero tam zacząć go pisać, nucąc z auto-tunem na żywo. Jak już go używam, to na maksa – musi być słychać, że to jest właśnie to narzędzie. Korzystam z Waves Tune Real Time i bardzo go sobie chwalę.

A sprzęt na żywo do wokali?

Skip: No właśnie nie, dotychczas na koncertach graliśmy bez.

AWGS: Czasami jest fajnie zrobić lekki fałsz albo rozstroić sample. Przy pierwszej płycie, kiedy jakieś rzeczy dogrywał nam Moo Latte, mówił np., że jakiś dźwięk jest lekko nie w tonacji. Ale nam to pasowało, bo nie interesuje nas perfekcjonizm. Trzeba tym jednak mądrze zarządzać i mieć poczucie, że naprawdę wiesz co robisz. Wydaje mi się, że w ogóle żyjemy w czasach, kiedy ułożone i poprawne rzeczy słabo się przyjmują – ludzie są już tym zmęczeni. Trzeba wychodzić poza ramy teorii i strefy komfortu. Trzeba robić dziwne rzeczy.

Na samym początku tworzyliście numery myśląc przede wszystkim o graniu na żywo. Czy później, kiedy po prostu nagrywaliście swoje numery, ten tryb się zmienił?

AWGS: Tak, bardzo szybko pojechaliśmy zobaczyć, jak numery wychodzą na żywo. I byliśmy w szoku jak dobrze to chwyciło. Jeżeli chodzi o granie, to totalnie to samo co na wspominanej bit sesji, czyli zestaw laptop, interfejs Novation Audiohub 2x4, dwa kontrolery Akai LPD8, Korg nanoKontrol 2, plus shaker oraz mikrofon dla delikatnych podbitek. Potem nauczyłem się to bardziej kontrolować i włączam się tylko w odpowiednich momentach. Zresztą Skip ma taką emisję głosu, że moja pomoc ma funkcję jedynie ozdobnikową.

Formuła grania na żywo jakoś się zmieni?

AWGS: Będziemy mieli cały zespół! Na klawiszach znany z P. Unity Miłosz Oleniecki, na gitarze Aleksander Sucharski, Daniel Wiśniewski (producent Kxllage) na basie i ja na bębnach. Wszyscy są świetnie przygotowani warsztatowo. Skip na głównym wokalu, do tego na chórkach Sara i Isia, czyli dziewczyny od Rosalie i P. Unity. Siedem osób w składzie.

Skip: Aranżujemy na nowo numery z pierwszej płyty. Najciekawsze było ich pierwsze słuchanie, kiedy słyszysz jako autor w jaki sposób ludzie przełożyli nasze bity na żywe instrumenty. Byłem zachwycony. Nie chcieliśmy, aby grało to dokładnie tak jak na płycie i zobaczymy jaki będzie odzew wśród publiczności.

„Pojechaliśmy zobaczyć, jak numery wychodzą na żywo. I byliśmy w szoku jak dobrze to chwyciło” (fot. Facebook/awgsmusic)

To znaczy, że nowa płyta w całości będzie zarejestrowana z zespołem?

AWGS: Nie, być może będziemy korzystać z pomocy instrumentalistów, gdy już większość materiału będzie gotowa. Miętha to nasza dwójka. Co nie zmienia faktu, że jesteśmy podekscytowani tą współpracą. Niedawno na próbie zagraliśmy numer Zapach nowych czasów i wszystkim dosłownie spadły buty. Zawsze patrzę na Miłosza, bo on ma największe doświadczenie i kiedy powiedział „tak to mogę grać” zrozumiałem, że idziemy w dobrym kierunku.

To jaka będzie Wasza druga płyta?

AWGS: Na pewno będzie inna – cięższa i mroczniejsza. Wydaje mi się, że to Skip jest po takiej bardziej mrocznej stronie, a ja jestem tym promyczkiem nadziei. I tak się przeciągamy. Brzmienie płyty będzie się klarować w miarę naszych kolejnych muzycznych przygód.

Skip: Myślę, że tekstowo jest bardziej nastawiona na przekaz. Niedawno zrobiliśmy dwa albo trzy numery, gdzie troszeczkę darowałem sobie stawianie na vibe, a bardziej nastawiłem się na to, co chcę przekazać. Z drugiej strony jeszcze nie wiemy jaki będzie finalny wydźwięk płyty. Jakby się uprzeć to moglibyśmy już ją zamknąć z napisem „gotowa”, ale chcemy jeszcze zrobić parę numerów i wtedy podjąć ostateczne decyzje.

Artykuł pochodzi z numeru:
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada i Studio
marzec 2020
Kup teraz