Sekrety realizatorów - Andrew Bolooki (Old Town Road)

Sekrety realizatorów - Andrew Bolooki (Old Town Road)

Utwór Old Town Road Lil Nas X jest jednym z największych hitów 2019 roku. W momencie pisania tego tekstu już 11 tygodni znajduje się na szczycie listy singli Billboardu. Jest z nim związanych mnóstwo ciekawych historii: opowieści w stylu „od zera do milionera”, mieszanie gatunków muzycznych, przekraczanie granic, internetowe memy, kontrowersje, zbiegi okoliczności. A do tego jeszcze 19-letni Kiowa Roukema – beatmaker z Holandii, znany też jako YoungKio.

Rozmowa
Paul Tingen
2019-09-05

W ubiegłym roku, wciąż jeszcze mieszkając z rodzicami, YoungKio postanowił zarobić trochę grosza publikując bity na portalu Beatstars. Poszukując czegoś oryginalnego wpadł na pomysł zsamplowania partii banjo z utworu Nine Inch Nails 34 Ghosts IV, wmontowując ją w trapowy rytm w FL Studio. Wysłał swój bit na Beatstars, sądząc jednak, że jest zbyt dziwaczny, aby się sprzedał. Niedługo potem, także 19-letni, mieszkający w Atlancie Montero Lamar Hill, znany jako Lil Nas X, szukał na Beatstarsie czegoś na tyle oryginalnego, by mogło zwrócić uwagę. Uznał, że połączenie trapu i country to jest właśnie to, i za całe 30 dolarów kupił bit YoungKio. We współpracy z realizatorem o ksywce Cinco nagrał do tego swój wokal, a powstały w ten sposób utwór wydał własnym sumptem na początku grudnia 2018 roku.

Nas X ruszył z kampanią promocyjną, kompletnie nie mając żadnych pieniędzy. Postanowił skorzystać z siły mediów społecznościowych opartych na memach i umieścił swój utwór w apce TikTok w memie Yeehaw Challenge, na którym ludzie zmieniają swoje ubrania na kowbojskie, z muzyką Old Town Road w tle. Rzecz zaczęła żyć jako wiral i wideo #yeehaw ma na ten moment 300 milionów odsłon. Już w marcu 2019 roku Lil Nas X podpisał kontrakt z wytwórnią Columbia, która zajęła się dystrybucją utworu i wyczyszczeniem wszystkich sampli, w tym Nine Inch Nails oraz bitu YoungKio. Ten ostatni dostał potężny wiatr w żagle dzięki temu, że jego bit stał się znany, a on sam otrzymuje tantiemy od piosenki. Chyba już wyprowadził się od rodziców i finanse przestały być jego zmartwieniem...

To rzadki przypadek, by ten sam utwór znalazł się jednocześnie na listach Billboard Hot 100, Hot Country Songs oraz Hot R&B/Hip-Hop Songs. A już kilka tygodni później piosenka stała się numerem jeden na listach country, by następnie zostać z niej w bardzo kontrowersyjny sposób usunięta jako „zbyt mało country”. To wywołało całą lawinę, w której mieszała się zła prasa z dobrą prasą, dyskusje na temat identyfikacji, rasy i kultury. Zaczęto się zastanawiać, kto ma prawo decydować o stylistyce i czy w ogóle coś takiego powinno być brane pod uwagę.

Bohater z przypadku

Już na samym początku, gdy utwór zaczął się piąć na listach przebojów, Columbia zaplanowała publikację wersji alternatywnych, by jeszcze bardziej zwiększyć zasięg swojego sukcesu. Stało się oczywiste, że należy wziąć pod uwagę remiks z udziałem znanego piosenkarza country i Lil Nas X zaproponował, by był to Billy Ray Cyrus. Niemal natychmiast szef Columbia, Ron Perry, zaprosił artystę na sesję do The Record Plant w Los Angeles. I w tym właśnie momencie na scenę wchodzi Andrew „VoxGod” Bolooki, mieszkający w Los Angeles producent nagrań wokalnych. Choć to dopiero początek jego kariery, to ma już na swoim koncie pracę z takimi wykonawcami jak Linkin Park, Selena Gomez oraz Fifth Harmony.

„Whitney Taber z The Record Plant zadzwoniła do mnie w piątek, 15 marca, mówiąc, że potrzebuje pilnie realizatora na sesję Billy Ray Cyrusa, która miała się odbyć już następnego dnia” – mówi Bolooki. „Rezydent studia nie mógł się tym zająć, a ja założyłem, że będzie to typowa praca z piosenką country. Gdy jednak Billy, jego żona Tish i autorka piosenek Jocelyn ‘Jozzy’ Donald weszli do studia, szybko okazało się, że chodzi o nagranie fragmentów do utworu Old Town Road. Nikt nie miał ze sobą żadnego pliku, więc w oczekiwaniu na partie instrumentalne posłuchałem wersji ze Spotify”.

Bolooki, podobnie jak Lil Nas X oraz YoungKio nawet nie podejrzewał, że Old Town Road wywróci jego życie do góry nogami. W ekspresowym tempie, mocno naciskany przez Columbię, musiał opracować remiks z nową wersją tego utworu, zawierającą wokal Billy Raya. To prowadziło do wielu ekstremalnych sytuacji, o których mówi Bolooki. „Bywało tak, że sypiałem tylko pół godziny na kanapie w moim studiu. A czasami nie spałem w ogóle! Przed wysłaniem pierwszej pełnej wersji pracowałem bez odpoczynku przez 40 godzin. Jako podpórki pod nadgarstek w moim trackballu używałem torebki z lodem, bo miałem skurcze i drętwienie stawów od nieustannej edycji i kreślenia automatyki ścieżek”.

Na początku Old Town Road był wokal...

Oryginalna wersja Old Town Road brzmi trochę jak świeżo ukończone demo, w którym w jedno popołudnie ktoś do istniejącego bitu dorzucił jakiś wokal. Można więc było założyć, że wersja z udziałem Billy Ray Cyrusa zostanie stworzona podobnie: trzygodzinna sesja wokalna, montaż i koniec. I takie też były wstępne założenia wytwórni Columbia, która nie chciała niszczyć „garażowej” legendy tego utworu. Gdy jednak uważniej przysłuchamy się „remiksowi” z udziałem Billy Raya, to szybko okaże się, że brzmieniowo jest on o lata świetlne lepszy od oryginału.

Zobacz także test wideo:
Technics EAH-A800 - bezprzewodowe słuchawki z redukcją szumów
Technics EAH-A800 - bezprzewodowe słuchawki z redukcją szumów
Wszystkim osobom dorastającym w latach 70. i 80. minionego wieku należąca do Panasonica marka Technics nieodmiennie kojarzy się z gramofonami oraz doskonałym sprzętem hi-fi.

O tym, z jakim zadaniem musiał się zmierzyć Balooki przy realizacji tego „remiksu” najlepiej świadczy fakt, że jego sesja wokalna i miksu w Pro Tools składa się ze 108 ścieżek, na których wykorzystano ponad 300 wtyczek. W naszej rozmowie opowiedział całą historię, która stała za tym, że 16-ścieżkowy projekt oryginalnej wersji Old Town Road urósł do 108-śladowego giganta, zaczynając od opisu sesji nagraniowej z 16 marca.

„W trakcie pracy wytwórnia często zmieniała koncepcję – raz tutaj miał śpiewać Bill, innym razem Nas, a w jeszcze innym przypadku obydwaj”

„Billy i Jozzy przerzucali się pomysłami i napisali całość dosłownie w 20 minut. Potem Jozzy sprawnie nagrała wokal referencyjny zwrotki, który brzmiał bardzo podobnie do tego, co pojawiło się ostatecznie. Dla zabawy dograła też kilka głosów harmonicznych, do których potem zaczął śpiewać Bill. Po próbnym nagraniu około dziesięciu podejść Ray uznał, że nie za bardzo mu to pasuje. Na to Jozzy odpowiedziała, że ‘Nas X mniej lub bardziej imituje takich artystów jak ty, więc ty musisz brzmieć jak zawsze!’. No i chwyciło – tylko takie legendy jak BRC potrafią tak śpiewać. To było wręcz magiczne. Sesja trwała w sumie trzy godziny, potem przez pół godziny zrobiłem dla Billa szybki montaż jego partii i wszyscy wyszliśmy ze studia z uśmiechami na twarzy”.

...potem drugi...

W każdej innej rzeczywistości, taka sesja oznaczałaby koniec pracy. Bolooki mógłby wysłać nagrania do wytwórni, dołączyć rachunek, a za jakiś czas posłuchać utworu w internecie lub w radiu. A jednak Andrew poczuł, że ma do czynienia z czymś wyjątkowym. Postanowił więc, że nie odpuści...

„W zakresie pracy, do której zostałem wynajęty, zostało już wszystko zrobione, ale zacząłem się zastanawiać, czy ktokolwiek wie, co będzie dalej. Okazało się, że nikt tego nie wiedział... Manager Jozzy zasugerował mi, bym wysłał nagrania do szefa A&R w Columbii. Potrzebowali przecież surowych nagrań, więc na początku chciałem wysłać tylko to, co zostało na twardym dysku przed moim nieco nadprogramowym montażem. Ale gdy przypomniałem sobie, jak świetnie nam się pracowało i jak bardzo Billy był zadowolony z końcowego efektu, postanowiłem dopracować całość. Zamówiłem trochę jedzenia na wynos i przez kolejnych 10 godzin pracowałem nad tą produkcją, by dopieścić każdy szczegół. Kilkukrotnie przemontowałem nagrania i wyedytowałem całość tak, by każde słowo brzmiało możliwie najbardziej sugestywnie. Gdy wysłałem to do Wesa, szefa A&R w Columbii, on powiedział, że od razu zakochał się w tej zwrotce.

„Bolooki ma w swoim studiu m.in. Apogee Symphony I/O i monitory Adam A7X. Przez kolejnych 10 dni to miejsce stało się jego domem”

Kilka godzin później odebrałem wiadomość z pytaniem, czy jestem zainteresowany jutrzejszym nagraniem reszty partii wokalnej Billa. Chcieli posłuchać, jak zaśpiewa cały utwór, łącznie z partiami Nasa, i uznali, że podczas tej sesji będę najlepszy w roli producenta tych wokali. Moja ciężka praca opłaciła się! 19 marca miałem w Record Plant kolejną sesję i obaj z Billem zakończyliśmy ją uznając, że mamy już wystarczająco dużo materiału. BRC nagrał też szereg alternatywnych partii śpiewanych różnymi głosami – raz w stylu Johnny Casha, innym razem mrucząc, szepcząc i gwiżdżąc. Wytwórnia poprosiła mnie, bym przygotował dwie różne wersje tej piosenki: jedną, w której Billy śpiewa całość, i drugą, w której Billy i Nas występują jako duet.

...i wreszcie cała produkcja Old Time Road

I znów, Bolooki mógł po prostu zrobić szybką kompilację dokonanych nagrań, wysłać ją do wydawnictwa lub producenta, dołączyć rachunek, i byłoby po sprawie. Ale on wpadł w tę piosenkę po same uszy i wierzył, że z tym materiałem może stworzyć coś interesującego. Poprosił więc wytwórnię o więcej czasu i zaszył się w swoim studiu. Ma w nim m.in. mikrofon Chandler, Urei 1176, Apogee Symphony I/O, monitory Adam A7X i małe Genelec, a także szereg analogowych syntezatorów, kilka gitar oraz „piorunujący ekspres do kawy Nespresso”. Przez kolejnych 10 dni to miejsce stało się jego domem.

„Zebrałem wszystkie ujęcia Billa, zrobiłem wersję, w której śpiewa całą piosenkę, a potem wersję, w której śpiewa w duecie z Nasem, wciąż nie wiedząc, czego dokładnie oczekuje wytwórnia. Mając wiele różnych wersji wokalu Billa, stworzyłem szereg ścieżek z automatyką panoramowania i głośności, aby wyeksponować różne głosy w różnych momentach. Brzmiało to niesamowicie. Jego wokal jest magiczny, poza tym było w tym coś niesłychanie autentycznego i kiedy pojawia się jego głos, utwór nagle zaczyna przypominać film. Wykonanie ostatecznej wersji, będącej połączeniem wokalu Billa i Nasa zajęło mi sześć dni – blisko tydzień nieustannej kompilacji. To było szaleństwo!

Jeszcze inną przyczyną tego, że trwało to tak długo, był fakt, że Old Town Road został zdjęty z list przebojów muzyki country. Na początku wykonałem wersję, która była bardziej klasyczna w brzmieniu, ale gdy sprawa z listą country została nagłośniona, wróciłem do poprzedniej wersji kompilacji wokalu Billa. Chciałem wysłać utwór, w którym Bill śpiewa zwrotkę i refren w taki sposób, jakby była to celowa odpowiedź na zarzut Bilboardu, że utwór nie jest ‘dostatecznie country’. Przywróciłem te fragmenty, w których w wokalu jest odpowiedni zaśpiew typowy dla tej stylistyki, upewniając się, że głos jest wystarczająco wyrazisty i znajduje się na froncie całego miksu. W efekcie partia Billa zabrzmiała dokładnie tak, jak powinna brzmieć we współczesnej muzyce country”.

Czy jest tu jakiś realizator?

Nawet podczas maratonu z Old Town Road Bolooki zakładał, że miksem zajmie się ktoś inny. „Zazwyczaj, kiedy wysyłam moje sesje, realizator miksu nie musi już nic robić z wokalem. W tym przypadku sądziłem, że wytwórnia ma oddzielne partie bitów od Kio i odda cały utwór do z miksowania komuś innemu. Kiedy zapytałem o to Wesa, powiedział coś w stylu, że ‘nie powinienem za mocno grzebać w utworze, który ma potencjał numeru jeden’. Wciąż jednak uważałem, że finalnym zgraniem powinien zająć się ktoś inny, tym bardziej, że pod koniec pracowałem nad nim w swoim domu, używając jedynie słuchawek”.

W kontekście tego, że oryginalny bit YoungKio był plikiem stereo, a nie oddzielną sesją, Bolooki wykonał 95% procent pracy nad tym, co ostatecznie okazało się wersją końcową. W całej 108-śladowej sesji Pro Tools, instrumentalny bit YoungKio znajduje się na samej górze. Ścieżki 2-4 to tamburyno nagrane przez Tish, żonę Billy Ray Cyrusa, wykorzystane w finalnym refrenie. Ścieżki 5-14 to oryginalny wokal Nas X, a towarzyszą im wysyłki efektowe 15-21 – wszystkie z sesji Cinco. Ślady, które nagrał Bolooki, zaczynają się od ścieżki Master (22). Wszystko poniżej to nieprawdopodobnie skomplikowana produkcja wokalu, zawierająca dziesiątki wysyłek i torów efektowych. Tak duża liczba ścieżek wynika z tego, że – jak mówi Bolooki – to kumulacja nagrań z trzech sesji wokalnych.

„Mam tu sesję Billy Raya z 16 marca, potem z 19 marca, a gdy je połączyłem, wytwórnia przysłała mi też oryginalną sesję Nasa, którą dodałem do mojej. Dlatego są trzy grupy ścieżek audio, każda z własnymi efektami”.

Internet eksplodował

Columbia nieustannie wywierała presję, aby Bolooki jak najszybciej przysłał im gotowy utwór. A ponieważ był on dokładnie w środku swojej pracy, musiał, jak twierdzi, praktycznie zrezygnować z jedzenia i spania.

„Spałem na kanapie w studiu wiele nocy z rzędu, więc musiałem się udać do drogerii, kupić jakieś przybory toaletowe i kosmetyki. Jedzenie zamawiałem telefonicznie. Bywało, że spędzałem na fotelu w bezruchu 36 godzin non stop. Musiałem też dopracować partię wokalu Nasa, żeby lepiej współbrzmiała z głosem Billa. Gdy wytwórnia prosiła o każdą kolejną wersję, zapisywałem sobie dokonane w nie je zmiany. Gdy potem chcieli coś zmienić, wiedziałem już, do której wersji mam wrócić i zwykle okazywało się, że znajduję kolejnych dziesięć rzeczy, nad którymi trzeba popracować. Musiało więc minąć trochę czasu, zanim wysłałem im to, co chcieli w danym momencie.

W trakcie pracy wytwórnia często zmieniała koncepcję – raz tutaj miał śpiewać Bill, innym razem Nas, a w jeszcze innym przypadku obydwaj. Wykonywałem swoją pracę z zapałem, ale jednocześnie miałem w tyle głowy, że powinni tę sesję wysłać do kogoś, kto zajmuje się miksem. Trudno, aby realizator wokalu zatrudniony na zastępstwo zrobił też produkcję i miks całości, dbając o aranżację i brzmienie każdej ścieżki w sesji. Ale tak zwykle bywa z produkcjami wokalu; niekiedy trzeba zrobić wszystko, aby doprowadzić produkcję do końca, bez względu na zakres obowiązków, do realizacji których cię zatrudniono.

„Whitney Taber z The Record Plant zadzwoniła do mnie w piątek, 15 marca, mówiąc, że potrzebuje pilnie realizatora na sesję Billy Ray Cyrusa”

Kilka razy zmienialiśmy aranżację, by wreszcie dojść do momentu, który możesz usłyszeć w gotowej piosence. Struktura całości jest następująca: intro, refren śpiewany tylko przez Billa, pierwsza zwrotka, pierwsze wejście do refrenu, druga zwrotka, drugie wejście do refrenu, drugi refren, wszystko śpiewane przez Nasa, zwrotka Billa, finalny refren, w którym śpiewają obaj, i wreszcie zakończenie z gwizdaniem. Nietypowe jest to, że po pierwszym wejściu do refrenu nie pojawia się refren. Zostało to zrobione celowo, aby refren nie znudził się słuchaczom, a poza tym każdy z refrenów brzmiał inaczej. Dzięki temu można za każdym razem słuchać piosenki z prawdziwą przyjemnością.

Większość edycji i miksu zrobiłem na monitorach Adam w studiu, ale ostatecznych poprawek i finalnego zgrania dokonałem już w domu, korzystając z interfejsu UAD Apollo Mk2 i moich ulubionych słuchawek Sony MDR-7506. Skończyłem pracę dokładnie 1 kwietnia o 7 rano. Poszedłem spać dopiero gdy otrzymałem potwierdzenie z WeTransfer, że materiał został wysłany, i spałem przez 16 godzin. Utwór pojawił się online 5 kwietnia i zaraz potem internet eksplodował”.

Montaż do metronomu

Od momentu publikacji Old Town Road, Lil Nas X ft Billy Ray Cyrus (po cichu usunięto określenie „remiks”), na listach przebojów obie wersje szły równo łeb w łeb, przy czym nowa miała się lepiej w USA, spędzając 12 tygodni na pierwszym miejscu, a poprzednia lepiej się sprawdzała w UK, w momencie pisania tego tekstu plasując się na drugim miejscu. W innych krajach jest podobnie. Tak czy siak, przyszłoroczna statuetka Grammy dla tej piosenki najprawdopodobniej już została wyprodukowana.

Bolooki dużo opowiadał o spaniu pół godziny na dobę, kosmetykach z drogerii i lodzie pod nadgarstkiem, ale nasi Czytelnicy zapewne oczekują więcej szczegółów technicznych związanych z tą nietuzinkową produkcją. Co dokładnie zrobiono i jak? VoxGod zaczyna od... mikrofonu.

„Mój ulubiony mikrofon to Telefunken ELA M 251. Nie pałam specjalną miłością do mikrofonów vintage, bo zbyt dużo czasu muszę potem poświęcić na edycję wprowadzanych przez nie anomalii sonicznych. Gdy powiększy się widok przebiegu, widać wyraźnie dziwne kliki i popy. W The Record Plant nie mieli 251, więc użyliśmy stereofonicznego AKG C24, podłączając go do przedwzmacniacza Neve 1073 i kompresora Tube-Tech CL-1B. Skorzystałem z korekcji w 1073, wycinając dół poniżej 80 Hz. Podczas nagrywania ręcznie ustawiałem poziom wyjściowy z 1073. Dzięki temu wszystkie ujęcia są spójne. Dlatego podczas nagrywania proszę inne osoby, by mi nie przeszkadzały, bo muszę mieć bardzo łatwy dostęp do gałki w przedwzmacniaczu. Nagrywam wokale tak, aby potem móc je łatwo kompilować. Mam w Pro Tools jedną ścieżkę przeznaczoną do nagrań wokalu i przechodzi przez nią każde kolejne podejście. Układam na tej ścieżce cały materiał głównej partii i tworzę zgranie, będące jednym dużym plikiem WAV, bez żadnych dubli czy głosów podkładowych. Jeśli te same fragmenty się powtarzają, to umieszczam je na innych śladach, ale zazwyczaj na samym początku dążę do tego, by mieć jeden plik.

Montuję partie wokalne jedynie ze ścieżką metronomu, niekiedy dodając bit z filtrem dolnoprzepustowym, by słyszeć w tle najniższe tony. Z AutoTune korzystam rzadko albo wcale, bo wtedy łatwiej jest kompilować materiał. Nie używam też żadnych efektów. Wokal musi być zupełnie suchy, nie licząc tego, że dodaję głęboką kompresję, która ma wyeksponować akustykę wnętrza i wszystkie artefakty z mikrofonu. Dzięki temu można dokonywać montażu uwzględniając nie tylko aspekt wykonawczy, ale też niuanse brzmieniowe, zwłaszcza w zakresie górnego pasma. Najjaśniejsze tony mają w sobie najwięcej emocji. Mogą być czasami nieprecyzyjne rytmicznie lub intonacyjnie, ale te rzeczy można poprawić. Pracuję z mocnym wysterowaniem dźwięku, ponieważ kompilacja przy takim ustawieniu daje najlepsze efekty. Jeśli sprawisz, że wokal brzmi dobrze z samym tylko metronomem, to masz pewność, że zabrzmi także w całej aranżacji. Nie potrzeba zbyt głębokiej kompresji, a jedyne, o co trzeba zadbać, to dodanie odpowiednio dobranych efektów, ustawienie jednolitych poziomów oraz dostrojenie i precyzja rytmiczna”.

Andrew Bolooki i Billy Ray Cyrus podczas sesji w studiu The Record Plant w Los Angeles.

VoxGod

Zamieszczony w tekście opis sposobu, w jaki Bolooki pracuje z wokalem, sporo mówi na temat tego, skąd wziął się jego przydomek VoxGod. Może jest odrobinę przesadzony, ale nie za bardzo.

Andrew dorastał w Hollywood, popularnym kurorcie na Florydzie. Jako nastolatek grał na gitarze, potem przez rok uczęszczał do szkoły prawniczej, ale porzucił naukę i zaczął współpracę z autorami i producentami muzycznymi, którzy zachęcili go, by zajął się pracą studyjną. W 2010 roku miał szczęście być współproducentem utworu Round & Round Seleny Gomez & The Scene. Poradzono mu, aby mając na koncie tak popularną produkcję przeniósł się do Hollywood, ale tym razem w Kalifornii.

Pod koniec 2015 roku jego znajomy, popularny producent Ammo, zasugerował mu, by został producentem partii wokalnych, ponieważ w Los Angeles takich właśnie specjalistów brakowało. Ammo zatrudnił go podczas sesji Fifth Harmony, w ramach której powstała piosenka Work From Home. Utwór pięciokrotnie pokrył się platyną w USA i dwukrotnie w UK, co automatycznie umieściło VoxGoda na mapie zawodowców i umożliwiło pracę z najlepszymi wykonawcami w LA. Swoją obsesję na punkcie precyzji i dążenia do ideału pokazał podczas pracy nad Old Town Road.

Limiter na każdym śladzie Old Time Road

Oprócz tego, że w sesji jest 108 ścieżek, umieszczono w niej także ponad 300 wtyczek. Większość z nich pracuje w insertach, ale jest też sporo torów wysyłkowych. Nie było sensu omawiać wszystkich, ale Bolooki postanowił skupić się na kilku z nich.

„Nie pracowałem zbyt mocno nad tym, co już dostałem. Słuchając wersji oryginalnej można zaobserwować kilka anomalii w pracy AutoTune, ponieważ dźwięki nie zmieściły się w skali. Tonacja utworu jest nieoczywista, zatem musiałem tak zautomatyzować włączone przez Nasa wtyczki AutoTune EFX, aby w niektórych pasażach procesor nie rozciągał nut w niewłaściwy sposób. Dokonałem też obróbki obwiedni głośności, tak aby każde słowo było krystalicznie czyste. Wydawnictwo chciało, aby Bill i Nas śpiewali w tym samym czasie we wstępie do refrenu. Ponieważ harmonie Billa mogłyby zamaskować główny wokal Nasa, zróżnicowałem je w panoramie, aby nie kolidowały ze sobą.

„Kilka razy zmienialiśmy aranżację oryginalnego bitu, by wreszcie dojść do momentu, który można usłyszeć w gotowej piosence”

Ścieżki z wokalem Nasa mają insertowo włączone Antares AutoTune EFX, Avid EQ3 7-band, Waves SSL Channel, Waves RDeEsser i Waves L2. Dokonałem w nich kilku podstawowych zmian, dodając też wysyłkowo odrobinę pogłosu i delaya, ale bez szaleństwa. Na wokalu we wstępie jest leniwy, półnutowy delay, który stał się częścią pulsu całego utworu, więc nie chciałem nic z nim robić. Wysyłka na Air Phaser wprowadza trochę modulacji we wstępie do refrenu, a wysyłki na Waves RVox i UAD Precision K-Stereo sprawiają, że główny wokal Nasa staje się bardziej wyrazisty.

Realizator, który nagrywał Nasa, zrobił coś, czego zazwyczaj nie robię, ale spodobało mi się to rozwiązanie. Na końcu toru efektów w każdej ścieżce wokalu znajduje się limiter L2 działający bardzo głęboko. Na początku pomyślałem, że takie aktywowanie limitera na każdej ścieżce jest trochę nieszablonowe i w zasadzie jest pogwałceniem wszelkich zasad związanych z kontrolą poziomów w sesji. Usunąłem je więc i wtedy zauważyłem, że są one tam po to, by wprowadzić efekt przesterowania, ciekawie eksponujący brzmienie wokalu. To był jeden z elementów definiujących tembr głosu Nasa”.

Rozproszona kontrola

Najlepszym przykładem podejścia Andrew do przetwarzania wokalu jest główna partia zwrotki Billa. Materiał został podzielony na pięć ścieżek (36-40), z których cztery mają takie same wtyczki insertowe: Melodyne, FabFilter Pro-Q3, FabFilter Pro-DS i Waves CLA-76. Na piątej znajduje się natomiast Pro-DS oraz Avid ModDelay 3, a ponadto wysyłka RVB2 na moduł SoundToys EffectRack. Ścieżki wchodzą na grupę (35) z zestawem wtyczek Pro-Q3, Waves C6, RVox, Distressor i SSL Channel, oraz wysyłkami na delay, pogłos i kolejny Distressor. Uderzające jest to, że auksy z ćwierćnutowym i półnutowym delayem mają insertowo cztery wtyczki (Waves H-Delay, Pro-Q3, MetaFlanger i DVerb) oraz wysyłkę RVB1 na dodatkowy pogłos. To oznacza, że na wokalu głównym zwrotki pracuje łącznie 38 wtyczek umieszczonych na pięciu ścieżkach audio, jednej grupie i siedmiu ścieżkach wysyłkowych!

Bolooki: „Rozmawiałem kilka lat temu z inżynierem miksu, pytając go, jak on to robi, że jego produkcje brzmią tak gładko. Powiedział mi, że nie wystarczy tylko włączyć wtyczkę, ale potrzebna jest swoista rozproszona kontrola, realizowana poprzez rozmieszczenie różnych elementów w różnych miejscach. Dla przykładu, w tym utworze dodałem DVerb na wysyłkach delaya, by uzyskać nie tak oczywisty efekt oddalenia. Pracuje tu wiele efektów, ale żaden z nich nie jest przeciążany – każdy swobodnie wykonuje swoją pracę, skupiając się na jednym, konkretnym zadaniu. Podejrzewam, że mógłbym usunąć połowę tych efektów i brzmienie pozostałoby takie same. A jednak ludziom podobało się tak jak było, więc wszystkie zostawiłem.

Po raz pierwszy wykorzystałem tu UAD Distressor i skończyło się na tym, że na wokalu Billa zastosowałem dwa: jeden jako element głównej wysyłki, a drugi, na tym samym torze, ale już bardziej agresywny i pracujący równolegle. To sprawiło, że wokal naprawdę wyszedł do przodu i dzięki temu mogłem sprawić, że każde słowo jest nieprawdopodobnie czytelne. Skopiowałem też wtyczkę Waves SSL z wokalu Nasa na kilka ścieżek wokalu Billa tylko po to, by zachować spójność soniczną. Nie mam żadnego problemu z kumulowaniem wielu wtyczek. Jeśli jest lepiej, to dobrze.

Jest w tej sesji kilka wtyczek, na które warto zwrócić uwagę. Na wysyłce VoxDoubler włączyłem Waves Greg Wells VoiceCentric, która pracując równolegle dodaje wokalowi blasku. Z kolei wielopasmowy kompresor Waves C6, włączony na niemal każdej grupie wokalu, korzysta z presetu Pooch Vocal, który ładnie czyści mało przejrzysty dół. Poszczególne pasma można włączyć w tryb solo, znaleźć kłopotliwe zakresy i tą metodą je usunąć. Świetna wtyczka, jeśli potrzebujesz czegoś na szybko. Melodyne jest w tej konfiguracji ominięta, ponieważ wcześniej zgrałem efekt jej działania. Jest tu także Pro-DS, który zawsze włączam przez kompresorem CL76. Jestem zdania, że wszelkie problemy z wokalem należy usuwać przed obróbką dynamiki”.

Wspominając o Melodyne, Bolooki wyjaśnił, że używa tej wtyczki razem z Antares AutoTune. „Korzystam z obu procesorów, bo dużo zależy od materiału, z jakim pracuję. W tym wypadku na zwrotkach Billa w ogóle nie używałem AutoTune. Jestem pod wielkim wrażeniem jego głosu, sposobu, w jaki pracuje z mikrofonem i tego, jak niewiele potrzebuje korekcji intonacji. Z uwagi na współczesne oczekiwania słuchaczy, użyłem jej jedynie w kilku miejscach refrenu i to w sposób wręcz homeopatyczny – z długim czasem reakcji i automatyką ominięcia. Nad wokalem pracowałem z dokładnością do sylaby, więc żadna głębsza obróbka nie była potrzebna.

Z Melodyne korzystałem, aby wyrównać rytmikę dubli, które były nagrywane oddzielnie. Melodyne jest zawsze moim pierwszym efektem insertowym. Po nim włączam podstawową korekcję, de-esser, kompresor i ewentualnie AutoTune, jeśli jest potrzebny. Kiedyś używałem Melodyne w wersji samodzielnej, ale teraz włączam ten procesor jako wtyczkę, by mieć szybki i jednoczesny dostęp do niej i do AutoTune. Każde z tych narzędzi ma inne cechy – Melodyne jest precyzyjny w kontekście dopasowania rytmicznego, zaś AutoTune dokonuje korekcji w sposób, jaki mi odpowiada. Ustawiam dłuższy czas Retune i nieznacznie odkręcam Flex-Tune, by uniknąć efektu automatu”.

Numer jeden na słuchawkach

Sesja jest maksymalistyczna z każdego punktu widzenia, choć nie dotyczy to szyny głównej, na której znajdziemy jedynie Waves L2.

„Tu mamy w zasadzie wszystkie wtyczki włączone na grupie, na którą wysłano ścieżki głównego wokalu Billy Ray Cyrusa”.

Bolooki: „Limiter jest tam tylko po to, aby lepiej się tego słuchało, ale zgranie zostało dokonane bez niego. Po zakończeniu pracy zamroziłem wszystkie ścieżki, aby można było odtwarzać sesję bez kłopotów z wtyczkami. Po wysłaniu materiału do Columbii, Joe Grasso sfinalizował całość, a Eric Lagg zrobił mastering. Gdy piosenka się ukazała, porównałem swój miks z końcową wersją i ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że nikt po mnie już go nie miksował. Z tego wniosek, że można jednak zrobić numer jeden z wykorzystaniem słuchawek”.

Zapewne, choć Bolooki zapomniał dodać, że potrzebny jest też lód pod nadgarstek, jakieś miejsce do spania i dużo wolnego czasu. W każdym razie wydaje się, że ciężka praca i poświęcenie Andrew chyba mu się opłaciły...

Artykuł pochodzi z
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada
i Studio
sierpień 2019
Kup teraz
Star icon
Produkty miesiąca
Electro-Voice ZLX-12P-G2
Neumann KH 150 AES67 - aktywny monitor studyjny
Close icon
Poczekaj, czy zapisałeś się na nasz newsletter?
Zapisując się na nasz newsletter możesz otrzymać GRATIS wybrane e-wydanie jednego z naszych magazynó