Więcej...

Sonar Soul – To jest dobry czas

17.05.2019 
Sonar Soul – To jest dobry czas fot. Szymon Dudka

Cały czas działam w różnych kierunkach - mam teraz dobry czas i chcę to wykorzystać - mówi Łukasz Stachurko, szerzej znany jako Sonar Soul, który opowiada nam o tym co ostatnio zmieniło się w jego podejściu do tworzenia muzyki. Producent z Warszawy zdecydował się wrócić do swojego solowego projektu i już na jesień planowana jest premiera albumu You Are My Sun. Rozmawiamy o tym wszystkim przy okazji trasy koncertowej formacji Cinematic Orchestra, bo Sonar Soul będzie supportował ten zasłużony zespół podczas wszystkich pięciu koncertów, jakie zagrają w naszym kraju.

Minęło już trochę czasu od pojawienia się na rynku albumu Torino stworzonego przez twój projekt Sonar – nad czym obecnie pracujesz?

Sonar Soul: Faktycznie od ostatniej płyty grupy Sonar, którą współtworzę z Leną Osińską, Rafałem Dudkiewiczem i Arturem Bogusławskim minął już ponad rok, chociaż niedawno ukazało się wydawnictwo Torino Remixed, gdzie swoje wersje naszych numerów przygotowali tacy artyści jak chociażby An On Bast, Pepe., czy Moo Latte. Aktualnie, po kilku latach zawieszenia wróciłem do solowego projektu – Sonar Soul. Moim ostatnim samodzielnym dużym wydawnictwem była EP-ka Trip To A z 2014 roku, więc uznałem że to najwyższa pora żeby przypomnieć o sobie słuchaczom w tej odsłonie.

Na jakim etapie pracy jesteś?

Mówiąc szczerze materiał jest praktycznie gotowy – czekam jeszcze na jednego wokalistę a pozostałe numery są już w postprodukcji. Na płycie You Are My Sun pojawią się świetni wokaliści, m.in. Rosalie, Baasch oraz Michał Sobierajski, natomiast druga połowa wydawnictwa będzie instrumentalna. Gdybym miał określić dominującą tam estetykę to powiedziałbym, że jest ona „najntisowa” a brzmieniowo odwołuje się do wytwórni Ninja Tune i klubowej muzyki brytyjskiej końca XX wieku. Wszystko przesiąknięte jest też wyraźnym tanecznym pulsem.

Powrót do solowej pracy był trudny? Bo jeszcze przed zespołem Sonar był przecież duet RYSY, więc też praca kolektywna.

Rzeczywiście było to swego rodzaju wyzwanie, dlatego też w ostatnim czasie sporo zainwestowałem w swój rozwój jako producenta. Mam wrażenie, że do tej pory nieco to zaniedbywałem a teraz udało mi się w końcu wygospodarować czas żeby wszystko sobie porządnie „przekminić”. Do tej pory stawiałem przede wszystkim na eksperyment a obecnie koncentruje się na bardziej konceptualnych rzeczach. Oczywiście mój styl pracy nie zmieni się całkowicie ale doszedłem do wniosku, że fajnie nad tym od pewnego momentu panować i umieć zrealizować to co sobie założę. To chyba największa zmiana jaka u mnie zaszła. Rzecz jasna, nie znaczy to, że zamykam się na kooperacje z innymi artystami. Ostatnio sporo współpracuje z Pawłem Stachowiakiem, czyli gitarzystą znanym z takich składów jak EABS czy Bitamina. Zawsze miałem spore ciągoty do tego żeby moja muza miała taki elektro-akustyczny charakter ale dogrywanie klawiszowców czy bębniarzy to nie było do końca to o co mi chodziło. Zawsze chciałem współpracować z gitarzystą, który będzie miał takie „hipisowskie” podejście do instrumentu a przy tym dużą świadomość produkcyjną. Bo w klubowej muzie nie możesz grać riff’ów tylko trzeba dać taki layer, który spowoduje, że będzie to brzmiało jak akustyczny band. Paweł totalnie to ma i będzie go niemało na mojej solowej płycie.

Czy tym zmianom o których wspominasz towarzyszyły też modyfikacje twojego setupu sprzętowego?

Od jakiegoś czasu mój system pracy jest „wyjazdowy” a to dzięki temu, że stworzyłem sobie bardzo mobilny setup sprzętowy. Składa się on z Akai MPC Live oraz Teenage Engineering OP-1. Na nich powstają szkice, które później przerzucam na komputer i z tego poziomu oraz przy pomocy Arturia AudioFuse pracuje nad postprodukcją. Taki tryb szalenie mi pasuje – siadam do MPC i to się po prostu dzieje. Nie jestem rozproszony dziesięcioma rzeczami naraz, tak jak zwykle to wygląda i od razu widać efekty. Podczas wyjazdu do Indonezji, gdzie zabrałem ze sobą MPC Live w dwa wieczory stworzyłem 10 mocnych szkiców, których nie jestem w stanie teraz niczym przebić. Myślę, że to już będą rzeczy na nowy album grupy Sonar. Idzie to trochę w kierunku Caribou, czyli organiczna produkcja, taneczna pulsacja ale też gitara. Jestem bardzo ciekawy jak to ostatecznie będzie brzmiało.

Jakiś czas temu stworzyłem sobie bardzo mobilny setup sprzętowy. Składa się on z Akai MPC Live oraz Teenage Engineering OP-1. (fot. Szymon Dudka)

Czyli jednak tylko na moment wróciłeś do solowego projektu Sonar Soul.

Nie, traktuje ten projekt priorytetowo i chcę go dalej rozwijać. Cały czas jednak działam w różnych kierunkach – mam teraz bardzo dobry czas i chcę to wykorzystać. Faktycznie to trochę śmieszne, że mówię o płycie formacji Sonar, która ukaże się pewnie dopiero w przyszłym roku ale tak już działa ten rynek wydawniczy. Myślę już o nowych rzeczach mimo że dopiero niedawno wyszedł pierwszy singiel Definition, który jest zapowiedzią albumu planowanego na jesień bieżącego roku.

17 maja grupa Cinematic Orchestra rusza w krótką trasę koncertową po Polsce, będziesz ich supportował podczas wszystkich pięciu występów. Zaprezentujesz tam swoje nowe produkcje?

Na tą okazje przygotowałem specjalny set utworów, które zagram na żywo ale raczej nie będzie tam tych nowych, tanecznych numerów, bo robienie „imprezy” przed koncertem Cinematic Orchestra byłoby nie na miejscu. Musiałem podjeść do tej kwestii z szacunkiem, więc pojawią się numery z Trip To A, do tego jakieś niepublikowane dotąd nagrania i będą też niespodzianki. Nie mogę się już doczekać, chociaż skłamałbym mówiąc, że się nie stresuje.

Odrobina stresu zawsze działa motywująco.

Jasne i nie mam wątpliwości, że wszystko pójdzie dobrze. Niedawno udało mi się skonstruować mój setup marzeń, jeżeli chodzi o granie na żywo. Kupiłem mikser na który polowałem już od dłuższego czasu, czyli Ecler AC-6. Jest to konstrukcja stworzona na 40-lecie tej, nieistniejącej już marki i naprawdę cieszę się, że zainwestowałem w ten sprzęt. Sześcio-kanałowy „oldskulowy” mikser ze świetnym torem audio i przepotężnym brzmieniem. Do niego mam wpięte MPC Live a poza tym kostki gitarowe od Strymona i Electro Harmonix oraz DSI Tempest wpięty w Soma Laboratory Lyra-8. Ten ostatni to instrument z którym można byłoby spędzić życie na bezludnej wyspie. Jak myślę sobie o tej firmie to autentycznie mam ciarki. Dźwięki jakie generuje są bardziej ze świata elektro-akustycznego a samo granie na tym przypomina grę na skrzypcach, ponieważ na bieżąco trzeba go stroić. Do tego dochodzi fantastyczny delay sprzęgnięty z LFO, który został też wydany oddzielnie w racku i to po prostu kosmos co tam się dzieje. Jak jeszcze podłączysz do tego jakieś zewnętrzne źródło dźwięku tak jak ja Tempesta, który też jest „elektryczny” w brzmieniu to wszystko się tam mieli w niewiarygodny sposób.

Do tej pory podczas koncertów obstawiałem się muzykami aby zagwarantować jakość do której byłem przyzwyczajony dając występy jako DJ. Teraz trzeba stawić czoła temu, że będą zupełnie sam na scenie razem z całym tym hardware’m i wycisnąć z tego co się da. (fot. Szymon Dudka)

To dość rozbudowany setup.

Mam już na nim wszystko przećwiczone. Jego „sercem” jest MPC Live. Na szczęście firma Akai w porę się obudziła i Live jest urządzeniem totalnym. Zdaje sobie sprawę, że jeszcze nie poznałem jego wszystkich zastosowań, bo nie ma tego co przy okazji pracy z MPC 1000, gdzie w zasadzie samo urządzenie prowadziło cię za rękę. Tutaj oferowanych opcji jest zbyt dużo żeby odkryć je wszystkie intuicyjnie. Zresztą ich nowa wersja oprogramowania w której dodano syntezatory to prawdziwy „game changer”. Jestem przekonany, że MPC Live to będzie moje główne narzędzie do tworzenia muzyki.

Wcześniej wspominałeś, że brzmienie wydawnictw Ninja Tune nadal jest dla ciebie jakimś wyznacznikiem jakości – Cinematic Orchestra to dla ciebie ważny zespół?

Zdecydowanie, muzyka wydawana przez Ninja Tune popchnęła mnie do tworzenia muzy. Zawsze byłem bardzo wkręcony w Amona Tobina czy Coldcut ale oczywiście znam też nagrania Cinematic Orchestra – to jeden z ważniejszych zespołów mojego czasu dojrzewania. Cieszę się też, że wrócili teraz z naprawdę dobrym albumem a nie jedynie odcinają kupony od swoich poprzednich wydawnictw. Występ przed nimi to dla mnie duże wydarzenie. Do tej pory trochę z szacunku do sztuki prezentowania muzyki na żywo, podczas koncertów obstawiałem się muzykami aby zagwarantować jakość do której byłem przyzwyczajony dając występy jako DJ. Teraz trzeba stawić czoła temu, że będą zupełnie sam na scenie razem z całym tym hardware’m i wycisnąć z tego co się da. Chciałbym żeby miało to taki charakter, że za każdym razem zabrzmi nieco inaczej – jest to dla mnie taki dowód, że coś zostało zagrane faktycznie na żywo i w jakimś sensie jest niepowtarzalne. W końcu dorosłem do tego żeby dać to na scenie samemu.