Więcej...

NOCNY - Producenci to nie maszynki do robienia bitów

18.12.2019 
NOCNY - Producenci to nie maszynki do robienia bitów fot. Piotr Nowak

NOCNY ciągle buduje swoją pozycje na scenie, ale trzeba przyznać, że robi to w imponującym stylu i tempie. Album Plansze stworzony wspólnie z Janem Rapowanie odbił się dużym echem w całym kraju, a producent z Suwałk z miejsca awansował na pozycję jednego z najciekawszych bitmejkerów w Polsce. W naszej rozmowie opowiada o tym jak rozpoczął swoją muzyczną drogę, która ostatnio zaprowadziła go do podpisania kontraktu z wytwórnią Def Jam Polska.

Jesteś pierwszym producentem z Suwałk, który pojawia się w cyklu Nowe Bity.

Nocny: Zgadza się, ale to chyba średnie wyróżnienie biorąc pod uwagę to, że w Suwałkach scena muzyki elektronicznej, innej niż disco-polo, zasadniczo nie istnieje. Jest parę osób, które starają się promować ciekawe rytmy, ale to ciągle nisza. Najbardziej znanym raperem stamtąd jest VBS, który wydawał swoje kawałki w QueQuality, ale już w Suwałkach nie mieszka. Poza tym dzieje się niewiele. Na szczęście w czasach internetu moja lokalizacja w niczym mnie nie ogranicza. Bardzo wcześnie rodzice pokazali mi artystów takich jak Prodigy, Daft Punk czy Gigi D’Agostino, co bardzo mocno wpłynęło na moje zajawki muzyczne i w pewnym momencie stwierdziłem, że będę tworzył utwory elektroniczne.

Możemy powiedzieć, że to był taki Twój początek?

Tych początków było pewnie kilka. Mój brat cioteczny robił bity jeszcze na Fruity Loopsie i kiedy bywałem w jego domu to zdarzało się, że akurat przychodzili koledzy, żeby nagrywać swoje zwrotki. Siedziałem cicho w kącie i uważnie przyglądałem się temu co robią. Wtedy obiecałem sobie, że jak tylko dostanę komputer, to też zacznę tworzyć muzykę. Parę lat później w domu rzeczywiście pojawił się pecet i jak tylko przeszedłem na nim kilka gier, to ściągnąłem demo FL Studio. Fakt, że zacząłem dość wcześnie, pozwolił mi być w pełni samoukiem. Rzecz jasna posiłkowałem się internetowymi tutorialami, ale nigdy nie pobierałem nauk konkretnie ukierunkowanych na produkcję muzyki.

Od razu tworzyłeś hip-hopowe bity?

Przez kilka pierwszych lat to była kompletna zabawa i trudno nawet mówić o konkretnych gatunkach. Brałem podstawowe projekty z FL Studio i przyglądałem się dokładnie sposobowi, w jaki są zrobione. Była tam bardzo fajna paczka projektów z drum’n’bassem, hip-hopem czy dubstepem. Zupełnie nie były poblokowane, więc miałem dostęp do całego miksera, wszystkich efektów oraz syntezatorów. Moje pierwsze kroki wyglądały w ten sposób, że po prostu przerabiałem te kawałki. Wyciągałem z nich samą perkusje i starałem się ją wkomponować do mojego numeru. To, że były tam projekty kawałków z różnych stylistyk dało mi niezbędne minimum informacji na temat tego, jak wyglądają takie utwory od strony aranżacyjnej.

To jaki był kolejny początek?

Przyjęcie ksywki Nocny, czyli koniec 2015 roku. Dopiero wtedy wydałem pierwsze utwory w ramach kolektywu NNJL. Gedz i spółka dali mi możliwość wyjścia z moją muzyką do szerszej publiczności, bo wcześniej raczej wszystko trafiało do szuflady. Moje pierwsze dwa albo trzy numery, które wypuścili na swoim kanale były robione jeszcze na FL Studio, natomiast kolejny, będący jednocześnie moim pierwszym kawałkiem stworzonym na Abletonie pt. This Night ma w tej chwili ok. 800 tys. wyświetleń, więc to całkiem niezły wynik jak na instrumentalny numer.

To, że wcześniej w zasadzie nie publikowałeś swoich rzeczy wynikało z obawy przed konfrontacją z opinią innych?

Oczywiście. Podświadomie opóźniałem moment wyjścia z moją muzyką do ludzi, ponieważ zależało mi, żeby było to coś naprawdę wartościowego. Nie chciałem już na wstępie „popsuć” sobie ksywki. Publikując nowe rzeczy nadal odczuwam pewną obawę czy będą one dostatecznie dobre, ale jestem też dużo bardziej pewny siebie. Chwalę się wielogatunkowością – słucham dużo muzyki elektronicznej i dzięki temu mogę czerpać inspiracje z bardzo różnych miejsc.

Wspomniałeś, że w pewnym momencie porzuciłeś FL Studio na rzecz Abletona.

Miało to miejsce w 2016 roku, więc stosunkowo niedawno. Wcześniej Ableton odrzucał mnie swoją topornością oraz różnicami w stosunku do FL Studio. Zupełnie inaczej wyglądała tam aranżacja utworu – w FL Studio mamy patterny i na każdym z nich możemy ustawić wiele syntezatorów, a w Abletonie każda dodatkowa wtyczka tworzy nowy kanał na mikserze. Ekstremalnie dużo dało mi nauczenie się skrótów klawiaturowych. Sam byłem zdziwiony, kiedy okazało się, że dzięki temu pracuję dużo szybciej niż w FL Studio, które znałem przecież od podszewki. Po dwóch miesiącach pracy na Abletonie nie chciałem już wracać do FL Studio. Moja decyzja wynikała również z tego, że szereg „podglądanych” przeze mnie producentów zza Oceanu korzysta z Abletona.

W Abletonie zawsze brakowało mi możliwości „wrzucenia” efektów na całe sekcje i naprawdę wpłynęło to na przynajmniej parę moich utworów. Takie programy jak ten nie powinny w ogóle iść w stronę innowacji, a właśnie w takie ulepszenia, aby ten workflow był jeszcze bardziej płynny.

Jednocześnie wielu producentów ciągle pracuje w FL Studio.

Bez wątpienia – rapowa scena producencka z USA to głównie FL Studio, ale wydaje mi się, że to całkiem nowa sytuacja. Być może wynika to z tego, że młodzi producenci stawiają swoje pierwsze kroki właśnie w FL Studio? Przynajmniej na początku jest to łatwiejszy do ogarnięcia program.

Korzystasz z najnowszej wersji Abletona?

Jasne! Zawsze jak ktoś mnie pyta o moją ulubioną wersję to odpowiadam: najnowsza. Tym bardziej, że „dziesiątka” naprawdę zmieniła sporo rzeczy. Chodzi mi przede wszystkim o grupy w grupach. Zawsze brakowało mi możliwości „wrzucenia” efektów na całe sekcje i naprawdę wpłynęło to na przynajmniej parę moich utworów. Takie programy jak Ableton nie powinny w ogóle iść w stronę innowacji, a właśnie w takie ulepszenia, aby ten workflow był jeszcze bardziej płynny. Nie wiem jak to możliwe, że przez tyle lat Ableton nie miał możliwości przyciągania punktów automatyzacji do siatki. Kiedy zobaczyłem, że zostało to wprowadzone, to dosłownie skakałem po pokoju ze szczęścia. Podczas produkcji lubię porządek, więc ta automatyzacja zawsze była dla mnie szczególną udręką.

To zamiłowanie porządku sprawia, że długo pracujesz nad kolejnymi utworami?

Wręcz przeciwnie – jestem bardzo szybki. Jeżeli ktoś określi mi swoje potrzeby i do tego jeszcze pokaże przykłady, to bity pod nagrywanie mam gotowe w półtorej godziny. Wiem jak do tego szybko dojść, choć zdaję sobie sprawę, że często działam według sprawdzonych schematów. Dobrze, że najczęściej mam jeszcze czas na aranżację i dopracowywanie bitów już po nagraniu wokali przez inne osoby.

„Na mój setup składa się laptop MSI, interfejs M-Audio, monitory Genelec oraz kontroler Ableton Push 2 do melodii, rytmów i automatyki”

A skąd wiesz, kiedy dany utwór jest skończony?

Wydaje mi się, że w życiu producenta żaden utwór nigdy nie jest skończony. Trzeba sobie samemu postawić blokadę, bo w innym przypadku mógłbym siedzieć nad jednym utworem bez końca. Dlatego utwór jest skończony, kiedy zostaje udostępniony publiczności.

Sam zajmujesz się postprodukcją swoich utworów?

Ciężko mi mówić o moich solowych utworach, bo ostatnio takich nie wypuszczałem, ale w czasach NNJL starałem się zajmować tym wszystkim sam. Pomagały mi w tym przede wszystkim utwory referencyjne. Szukałem czegoś podobnego do tego nad czym aktualnie pracowałem i starałem się odwzorowywać poziomy głośności poszczególnych ścieżek. Aktualnie rzeczy, które robię z raperami są wysyłane do osób zewnętrznych, które się tym zajmują.

Odpowiada Ci taki system?

Z reguły wysyłam sporo poprawek i jestem męczący w tej kwestii, ale generalnie taka formuła mi odpowiada. Trudno jest dobrze zmiksować utwór, nad którego konstrukcją spędziło się kilka godzin. Zwłaszcza jeśli robi się to w tej samej sesji. Sądzę, że to spory błąd, bo zwyczajnie wielu rzeczy się nie słyszy. Zgadzam się, że miks ciągle jest częścią artystyczną utworu, ale mi jako producentowi nie ujmuje to, że ktoś „finiszuje” mój numer. Nie jest to ingerencja w aranżację, która według mnie jest najważniejsza, a jedynie modyfikacja samego brzmienia. Moim zdaniem każdy powinien wysyłać swoje numer do zmiksowania ludziom, którzy zajmują się tym zawodowo.

Pracujesz w środowisku cyfrowym?

Tak, jestem przyzwyczajony do pracy za pomocą myszki. Na mój setup składa się laptop MSI GV62 7RD z procesorem i7-7700HQ, ekran główny LG 34UM68 Ultrawide, interfejs M-Audio M-Track 2x2, monitory Genelec 8040B, dysk zewnętrzny WD Passport 2 TB, oraz kontroler Ableton Push 2. Tego ostatniego używam głównie do pisania melodii, wymyślania rytmów i automatyzacji. Nigdy nie wykorzystuję go do układania perkusji. Jeśli podczas grania na Akai MPC, albo Pushu używamy jego drum maszyn, to ograniczamy się do tego, że wszystkie sample, czyli stopa, werbel i hi-haty są na jednym kanale. Ja wolę mieć wszystko rozłożone na osobnych torach. Dzięki temu mam większą kontrolę nad całym procesem. Dlatego najprostszym rozwiązaniem jest dla mnie przeciąganie sampli myszką z przeglądarki. Zdaje sobie sprawę, że w dużej mierze jest to kwestia przyzwyczajenia.

4 ulubione wtyczki Nocnego

1.

Xfer Serum

Używam zawsze i do wszystkiego: pady, plucki, leady, bassy, co tylko będzie trzeba. Jest w każdym moim projekcie i najprzyjemniej mi się na niej wykręca dźwięki. Często też używam samego modułu efektów jako oddzielnej wtyczki.

2.

Xfer OTT

Najprostsza wtyczka na świecie. Banalny kompresor wielopasmowy ustawiony na znany z Abletona preset Over The Top, którego używa każdy, wszędzie i zawsze. Niewiele zabawy w interfejsie, ale podbija co musi. Must have, szczególnie że jest darmowy.

3.

Arturia V Collection

Pakiet wtyczek inspirowanych klasycznymi syntezatorami. Piękne brzmienia vintage, zawsze modne cholerstwo. Polecam każdemu zatopić się w presety z tego pakietu – cudowne dźwięki.

4.

Soundtoys

21 wtyczek, same efekty, które naprawdę warto mieć. Znajduje się tam delay który bardzo lubię – EchoBoy, saturator Decapitator, modulator Little Alter Boy. To moje luźne Top 3 z tego pakietu. Prosty, przejrzysty interfejs, na którym wszystko widać od razu, w każdej z wtyczek tej firmy mocno sprzyja bawieniu się nimi.

Twoje pierwsze produkcje były instrumentalne. Dlaczego zdecydowałeś się na współpracę z raperami?

Była to decyzja biznesowa. Nie sądzę, żeby w Polsce można było zarobić podobne pieniądze na muzyce instrumentalnej. Najlepszą drogą po wyjściu z NNJL był rap, którego złapałem się dzięki wspomnianemu na początku VBS-owi. Zrobiłem kilka bitów na jego płytę, moja ksywka zaistniała na scenie i zgłaszało się do mnie coraz więcej raperów, m.in. Jan Rapowanie.

Wasz album Plansze był zdecydowanie jednym z najmocniejszych punktów tego roku na scenie. To dość oklepane pytanie, ale spodziewałeś się aż takiej popularności?

Miałem duże nadzieje związane z tym projektem, ale nie sądziłem, że pójdziemy aż tak szeroko. Widziałem, jak rozwija się marka Janka, więc nie mogło pójść źle. Jednak to wszystko co wydarzyło się po wydaniu płyty przerosło nasze oczekiwania. Album uzyskał status złotej płyty, a Janek zjeździł cały kraj i pojawił się na największych festiwalach.

Towarzyszyłeś mu podczas tych wydarzeń?

Janek ma od zawsze swoją ekipę, z którą jeździ na koncerty, a ja zostaję w domu i robię bity. Tyle wystarczy, aby album był opisany jako nasza wspólna produkcja – bardzo mi na tym zależało. Koncerty to nie moja bajka, choć jakiś czas temu chodziło mi po głowie, aby pojawić się na scenie z Pushem.

Przynajmniej kilka klasycznych dziś albumów polskiego hip-hopu powstało w formule raper + producent. Dziś jest tego dużo mniej.

Raperzy coraz rzadziej robią płyty z jednym producentem, ponieważ zależy im, aby tworzyć różnorodne płyty. Tak jak mówiłem wcześniej, moim atutem jest wielogatunkowość, więc Janek w zasadzie może ode mnie dostać cały przekrój muzyki elektronicznej. Zależało mi na tym, aby była to również moja płyta, a nie jedynie płyta Janka na moich bitach. Wspólnie z innymi producentami z SBM Label staramy się, żeby ludzie widzieli nas jako ważne ogniwa całości. Chciałem wkładać do tego projektu coś więcej niż tylko bity, dlatego uczestniczyłem we wszystkich spotkaniach organizacyjnych i wszelkie decyzje podejmowaliśmy wspólnie z Jankiem. Niektórzy ciągle traktują producentów jako maszynki do robienia bitów, a fajnie byłoby, gdyby ludzie mieli świadomość, że robimy coś więcej niż chociażby „type beats”, albo bity z gotowych paczek loopów.

Zdarza Ci się samplować?

Lubię słuchać samplowanych bitów, ale sam tego nie robię, bo nie umiem. Natomiast na gotowe paczki sampli patrzę podobnie jak na gotowe loopy – można tego używać, ale trzeba to jakoś przetworzyć. Korzystanie z wyciętych i obrobionych przez kogoś sampli to banał.

W takim razie w jaki sposób pracujesz nad swoimi utworami?

Jeśli jest to typowy trapowy numer, to najczęściej zaczynam od basu. Jak tylko mam jakiekolwiek podstawy rytmiczne, to zajmuję się bębnami. Dopiero później dokładam kolejne dźwięki. Wyrobiłem sobie nawyk wstępnego miksu, więc już w locie wycinam niepotrzebne częstotliwości – nigdy nie zostawiam tego na koniec. Jak tylko dokładam jakąś rzecz na kanał, to od razu ustawiam odpowiednią głośność, tak aby „siedziała” w miksie. Daje mi to lepszy wgląd na to, jak finalnie będzie wyglądał cały utwór.

Ten porządek w produkcji, o którym mówiłeś i który powraca teraz oznacza też, że starasz się raczej trzymać sprawdzonych patentów, czy jednak chętnie eksperymentujesz?

Próbuję trzymać się ram uważanych ogólnie za filary – stopę mam w mono, clapy bardziej w stereo niż werble, od razu ucinam dolne częstotliwości tam, gdzie nie są potrzebne i tak dalej. To absolutne podstawy. Zdarza mi się eksperymentować, jednak pilnuję się, aby nie było to nic szczególnie wykręconego, bo potem nikt nie będzie tego słuchał. Korzystam z nowych i nieogranych w rapie dźwięków czy barw, ale same zasady tworzenia są dość standardowe. Wiele osób mówi mi, że mam swoje brzmienie, więc wygląda na to, że obrana przeze mnie droga jest słuszna.

A co składa się na to Twoje, specyficzne brzmienie?

W wielu moich utworach pojawia się konkretne brzmienie basu, tzw. reese bass, więc być może chodzi właśnie o to. Podoba mi się też, że uchwycenie tego mojego pierwiastka nie jest takie proste. Lubię, kiedy rzeczy pozornie od siebie odległe nagle okazują się bardzo spójne, tak jak było w przypadku płyty Plansze. Chyba właśnie m.in. z tego wynikał jej sukces – mimo szerokiego spektrum stylistycznego była bardzo przystępna.

Jak tylko mam jakiekolwiek podstawy rytmiczne, to zajmuję się bębnami. Dopiero później dokładam kolejne dźwięki. Wyrobiłem sobie nawyk wstępnego miksu, więc już w locie wycinam niepotrzebne częstotliwości – nigdy nie zostawiam tego na koniec.

Nad Planszami pracowaliście zdalnie. Czy teraz, po tym jak obaj przeprowadziliście się do Warszawy, ten system pracy ulegnie zmianie?

Jeszcze przy okazji prac nad Planszami mieliśmy okazję spotkać się w studiu, ale nie nagraliśmy wówczas żadnego numeru. Postanowiliśmy więc nie zmieniać naszej sprawdzonej formuły. Janek nie zna technikaliów, nie umie wytłumaczyć co konkretnie mu nie pasuje w danym bicie – to po prostu nie jego świat. Lepiej jak podeśle mi numer referencyjny, w którym podoba mu się tempo albo nastrój. Tyle mi wystarczy.

Często wymieniacie się takimi inspiracjami?

Tak, wysyłamy sobie sporo rzeczy i jeśli któreś z nich szczególnie przypadną nam do gustu, to idziemy w podobnym kierunku. Zdarzało się, że wrzucałem taki referencyjny numer do Abletona żeby mieć ciągły odsłuch i po prostu kopiowałem pełną perkusję, a potem ją całkowicie zmieniałem. Dzięki takiemu systemowi nauczyłem się tworzenia bardzo różnych układów perkusji czy progresji akordów.

Z Jankiem pracujecie nad nowym krążkiem.

To prawda, wstępna data premiery to 2020 rok. Myślę, że podobnie jak poprzednia ta również będzie różnorodna. Sięgamy po dotąd nie wyeksploatowane przez nas gatunki. Jeśli chodzi o teksty, to nigdy nie było lepiej, przynajmniej według nas, a bitowo postaram się nie zawieść – znowu będzie szeroko. Każdy znajdzie coś dla siebie, chyba że się nie uda i nikt tego nie kupi...

Poza kooperacją z Jankiem szykują się jeszcze jakieś Twoje projekty?

Niedawno podpisałem kontrakt z wytwórnią Def Jam Polska. Zobowiązałem się do wyprodukowania wielu utworów, na które będę zapraszał różnych raperów. Już na starcie rozmów z labelem powiedziałem, że nie jarają mnie płyty producenckie i chciałbym umówić się na stworzenie parunastu niezależnych numerów. Nie jestem fanem instytucji albumu, sam nie kupuję płyt i szczerze mówiąc aktualnie nie miałbym nawet gdzie ich słuchać. Fajnie, że udało się w ten sposób dogadać. Będzie dużo roboty, więc zabieram się za to w zasadzie od zaraz.

Artykuł pochodzi z numeru:
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada i Studio
listopad 2019
Kup teraz